poniedziałek, 29 maja 2006
O sługach Bożych...
"Nieustanne zagrożenie wojenne zakłócało duszpasterską pracę Kościoła, niszczyło jego dorobek intelektualny i materialny, kolidowało zresztą z podstawowymi ideami chrześcijaństwa. A. Nadolski, Wojna a społeczeństwo (XI-XIVw.), w: Rozkwit średniowiecznej Europy, red. H. Samsonowicz, Warszawa 2001
poniedziałek, 27 marca 2006
Dla ziemian
Miej ziemię – mówią – zyskasz szacunek. Pamiętaj o tych obowiązkach, Kupiłem łokci więc kilkanaście W kwadracie i to… na Powązkach Fracha, „Kolce” nr 2(1890), s. 15. Żona pilnie potrzebna
Kawaler, lat 75, emeryt kolei nadwiślańskiej, który po przesłużeniu lat 40-tu pobiera miesięcznie 12 rs. 13 ½ kop., sympatycznej do zadziwienia fizjognomii, trochę tylko garbaty i kulawy, natomiast pełen ognia i zapału do życia, jaki objawił się przed paroma dniami po zastrzyknięciu amerykańskiego „płynu miłości” pragnie poślubić panienkę z zacnej szlacheckiej rodziny, wykształconą, gospodarną, grającą koncertowo na jakimkolwiek bodaj dętym instrumencie, z posagiem od 30-tu do 40-tu tysięcy RS. Oprócz zdrowia i młodości uroda nie jest wymagana, gdyż kawaler jest niewidomy. Oferty proszę składać pod godłem: „Pierniczek.” Ogłoszenia przyszłości, „Kolce” nr 7(1890), s. 53.
sobota, 25 marca 2006
W alkowach szesnastowiecznych władców
"Pierwszym obowiązkiem królowej jest rodzenie potomstwa. Katarzyna wychodząc za księcia Orleanu miała czternaście lat i sześć miesięcy. Jeżeli wierzyć pewnemu raportowi Antonia Sacco dla rządu mediolańskiego z 30 października 1533 roku, Franciszek I osobiście odprowadziwszy nowożeńców do łoża zapragnął przyjrzeć się, jak sobie będą poczynać i stwierdził, że oboje sprawili się dzielnie. Igraszki okazały sie jednak bezpłodne. Katarzyna przez nastepnych dziesięć lat nie zachodziła w ciążę. Trapiło ją to ogromnie. Czy w tym należy się dopatrywać głównej przyczyny jej upodobania do lekarzy, jasnowidzów, magików, którymi tak lubiła sie otaczać? Każe sobie przyrządzać napary, unika jazdy na mule, zwierzęciu znanym z bezpłodności i rzekomo zarażającym tą ułomnością niewiasty, które go dosiadają. Szuka rady w kabałach, talizmanach, formułach alchemików, receptach Alberta Wielkiego, Izydora Lekarza, Focjusza, Tabariensisa, Bleriusa. Zachował sie tekst świadczący o osobliwym pomieszaniu zabobonów i religii katolickeij w postawie Katarzyny. Jest to kopia dziwacznego szkaplerza z wypisanymi po łacinie, po francusku i po hebrajsku modlitwami, który królowa stale na sobie nosiła." J.Heritier, Katarzyna Medycejska, Warszawa 1981 "W opinii powszechnej uchodził [Zygmunt August] za arcyrozpustnika. Ale czy w tych latach był nim naprawdę? Rozpatrując jego akcje polityczne i dyplomatyczne, łatwo zauważyć, jak wiele zawarł w nich twórczej myśli, jak daleko siegał przewidywaniami i jak logicznie zbiegały się kierunki jego działań. Było w tym coś z renesansowej kompozycji, coś z harmonii kunsztownego klejnotu. Tą samą celowością i logiką kierował się w swoich najintymniejszych dążeniach do zapewnienia państwu ciągłości dynastycznej. Akt płciowy w jego rozumieniu miał przede wszystkim sens polityczny. Gdyby mu szło tylko o zaspokojenie 'chuci', na pewno nie łączyłby tajemnic sypialni z polityką państwa. do rozpusty nie był mu potrzebny rozwód z córką cesarza. Nie o to szło. E.Gołębiowski, Zygmunt August. Żywot ostatniego z Jagiellonów, Warszawa 1977
poniedziałek, 20 marca 2006
Warszawa się bawi
A że tu liczne klasy narodu nie pracują ani rękami, ani nogami, więc muszą tańcować. Inaczej zabijałaby ich apopleksja i w ciągu krótkiego czasu stracilibyśmy całą inteligencję. - A cóż robią ci ludzie w Wielkim Poście, kiedy nie wolno tańcować? – zapytałem. - Po całych nocach grają w karty – odparł lekarz. - Dlaczego? - Rzecz prosta: mózg w jakiś sposób musi zużyć nagromadzone w nim siły. A że tu liczne klasy narodu nie pracują nad nabywaniem wiadomości, ani nad tworzeniem, więc muszą grać w karty. Inaczej zabijałaby ich apopleksja! Oto macie rzetelny wizerunek tutejszych klas zamożnych. Mają one siły i umysłowe, i fizyczne, ale nie tworzą nic, owszem – tylko trwonią, ponieważ nie nauczono ich pracy ani umysłowej, ani fizycznej. Zasadniczą cechą zamożnych Polaków jest: bezcelowe, a nawet kosztowne zużywanie sił muskularnych i duchowych – na nic. A ponieważ fakt < Trzecią cechą inteligentnych Polaków jest prawie zupełny brak oszczędności. W Niemczech, Francji, Anglii oszczędza się wszystko: pieniądze, budowle, książki, machiny, lasy, zwierzęta, nareszcie pracę ludzką i zdrowie. Tu nie chroni się nic: nie tylko lasów i pól, ale nawet młodych drzewek wzdłuż ulic. Nie oszczędza się ani pieniędzy, ani koni, ani robotnika; nie dba się ani o przechowywanie użytecznej wiadomości, ani o zakonserwowanie ludzkiego życia. […] Najcięższe klęski prześlizgują się po Polakach bez śladu, tak samo najpoważniejsze myśli i projekta; bo ten naród ma zawsze lat dwadzieścia, który to wiek żyje popędami i marzeniami, nie zaś celami i doświadczeniem. Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny”, nr 43 (1891).
środa, 08 marca 2006
Cesarstwo Franciszka Józefa
„Pochód ku czci cesarza – pisała Elizabeth Grossegger – był ostatnim hołdem złożonym idei cesarstwa, która przetrwała przez wieki od czasów Sacrum Imperium: Cesarstwa jako ponadnarodowej idei państwa, opartego na czymś więcej niż tylko na utylitaryzmie, jako klamry spinającej różne ludy i krainy, jako ładu państwowego, społecznego i duchowego, jako ponadnarodowego porządku prawnego, stojącego ponad rasami i klasami [jak miał osiemdziesiąt lat później zauważyć cytowany tu przez Grossegger wnuk cesarza, Otto von Habsburg, poseł do parlamentu europejskiego. W słynnej, choć być może apokryficznej anegdocie, na pytanie, czy wybiera się na mecz futbolowy Austria – Węgry, odpowiedział pono: A z kim gramy?]. To poczucie było zakotwiczone w pamięci zbiorowej. Konstanty Gebert „Dziesięć dni Europy”
niedziela, 05 marca 2006
Spanile jizdy
Piotr Marczak „Wojny husyckie” (Agencja wydawnicza EGROS) Stosunki w rodzinie młodego Zygmunta Augusta
Gwałtowna Włoszka [Bona] wszelkimi sposobami forsowała swoje zamierzenia, a że natrafiała także na opory niektórych senatorów, dochodziło do burzliwych scen, a nawet awantur. Miotała się, płakała, krzyczała, wyrywała sobiew łosy z głowy, rzucała na podłogę, ale nic nie wskórała. Na to wszystko patrzał królewicz. Niewiele rozumiał, lecz budziła sie w nim niechęć do matki. Ta wrzaskliwa kobieta, z pianą na ustach miotająca straszliwe włoskie przekleństwa, niepokoiła go, napawała obcością. Był zadowolony, gdy ojciec postawił na swoim. Korony Czech i Węgier wysunęły sie z rąk Jagiellonów. (...) Nie żałował straty Zygmunt, ale odczuła ją boleśnie Bona. I królewicz był świadkiem nowych furiackich ataków matki. Ach ta matka! Ileż niepokoju wniosła w jego najmłodsze lata! Najgorsze było to, że musiał stale z nią obcować. Król, powierzywszy wychowanie syna żonie, mało poświecał mu uwagi - i chłopiec był skazany na stałe towarzystwo matki. Rosła w nim niechęć do niej, ale rosła i dusza włoska. Czarnooki, kruczowłosy, bladawy na twarzy, z wyglądu Włoch, stawał sie nim też i wewnętrznie. Uczył się od matki obyczajów włoskich i ulegał jej wpływom, mimo niepokoju i niechęci. Dwie siły: wpływ matki i pragnienie oporu przeciwko niej, będą odtąd przez długie lata kształtowały jego osobowość. E. Gołębiowski, Zygmunt August. Żywot ostatniego z Jagiellonów, Warszawa 1977 Na dworze Ludwika XIV
Król domyślił się, jakim zaufaniem panna de La Valliere [jego obecna kochanka] obdarza pannę de Montalais. Intryganctwo tej panny nie podobało mu się: zabronił pannie de La Valliere z nią rozmawiać. Była mu posłuszna przy ludziach; Montalais jednak spędzała z nią całe noce i często dzień ją tam jeszcze zastawał. Księżna [Henrietta, żona brata królewskiego], która była chora i zupełnie nie sypiała, posyłała nieraz po pannę de Montalais pod pretekstem, żeby poczytała jej jakąś książkę. Opuszczajac księżnę szła pisać do hrabiego de Guiche [kochanka księżnej], czego nie omieszkała robić trzy razy dziennie, a ponadto do Malicorne'a [swojego kochanka], któremu zdawała relację ze sprawy księżnej i ze sprawy panny de La Valliere. Była ponadto jeszcze powiernicą panny de Tonnay-Charente, zakochanej w margrabim de Noirmoutier, którego bardzo pragnęła poślubić. Jedno z tych zwierzeń zdolne było bez reszty pochłonąć jedną osobę, a panna de Montalais starczała na wszystkie. Marie-Madeleine de La Fayette, Dzieje Henriety Angielskiej, tłum. Irena Dewitz, Warszawa 1968
piątek, 03 marca 2006
Juliusz Cezar - bunt legionów
Adrian Goldsworthy, W imię Rzymu, Warszawa 2004. |
|